Jak faktycznie powstaje obciążenie cieplne komory
Ciepło przenikające przez panele to jedyna część obciążenia komory, która jest czystą fizyką: powierzchnia wszystkich sześciu ścian razy różnica temperatur między komorą a pomieszczeniem, w którym stoi, podzielona przez współczynnik R panelu. Ani produkt, ani region niczego w tym rachunku nie zmieniają, dlatego to właśnie tę część wylicza kalkulator.
To właśnie przy różnicy temperatur najłatwiej o cichy błąd. Temperatura i różnica między dwiema temperaturami nie przeliczają się w ten sam sposób. Dwadzieścia dwa stopnie Celsjusza jako temperatura to 71,6 °F, ponieważ skala zaczyna się 32 stopnie wyżej. Rozpiętość dwudziestu dwóch stopni Celsjusza to tylko 39,6 stopnia Fahrenheita, ponieważ rozpiętość nie ma punktu początkowego do przesunięcia. Przepuszczenie rozpiętości przez wzór na temperaturę daje wynik niemal dwukrotnie zawyżony, a mimo to wygląda jak wiarygodna wartość BTU.
Reszta należy do użytkownika. Produkt wkładany ciepły, drzwi otwierane czterdzieści razy na godzinę, oświetlenie, wentylatory parownika. Zależą one od tego, czym zajmuje się komora na co dzień, i żadna tabela tego nie poda. Dlatego zaczynają puste, a wynik za każdym razem wskazuje, których brakuje. Wartość obejmująca tylko panele, podana jako obciążenie komory, to sposób, w jaki maszyna zaczyna pracować na pełnych obrotach już o drugiej po południu.
Warto mierzyć wymiary wewnętrzne, a nie zewnętrzne: panel to izolacja, a nie przestrzeń. Wystarczy raz zapisać dane komory przy adresie, wraz ze specyfikacją paneli i dwiema temperaturami, a kolejne wezwanie stanie się serwisem, a nie kolejnym pomiarem. Zeus przechowuje dokumentację zleceń per adres i działa bez zasięgu, co zwykle jest sytuacją, w jakiej ktoś się znajduje, stojąc w chłodni.